Kamelle!

Pochód karnawałowy w Kolonii

Karnawał dobiega końca. Ostatnie dni piątej pory roku to dla mieszkańców Kolonii niekończąca się impreza. Przyznaję, że momentami miałem już po dziurki w nosie związanego z tym wszechobecnego chaosu, ale dziś nawet trochę mi szkoda, że tegoroczne obchody w przeważającej części są już za mną.

Kto by pomyślał, że tak szybko oswoję się z widokiem przebierańców spotykanych na każdym kroku? Co więcej, sam kilka razy przywdziałem na siebie niedawno kolorowy strój. Podejrzewam, że paradując w nim w Polsce, uznany byłbym za dziwaka, natomiast tutaj jest to czymś najzupełniej normalnym. Jeśli sądzisz, że Niemcy są kurczowo trzymającymi się zasad sztywniakami, lepiej spójrz w lustro. Owszem, niektórzy z nich przez sporą część roku bywają zachowawczy, ale podczas karnawału nawet oni zrzucają z grzbietu przyciasny garnitur, który na co dzień krępuje ich ruchy. My zaś możemy im tego wyłącznie zazdrościć.

Kwestie fantazyjnych strojów i wielobarwnych ornamentów zdobiących miasto poruszałem już jakiś czas temu w tekście pt. „Karnawał to nie rurki z kremem”. Dziś mogę jedynie dodać, że ostatnie drastyczne obniżki cen w sklepach z przebraniami przyczyniły się do tego, że na kolońskich ulicach pojawiło się jeszcze więcej księżniczek, rycerzy i wszelkiej maści stworów. Karnawał to jednak znacznie więcej niż tylko stroje. Postaram się więc skupić na pozostałych aspektach tego krótkiego okresu w ciągu roku, gdy świat staje na głowie…

 

Zobacz post Kamelle! na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Pisanie zazwyczaj przychodzi mi łatwiej niż mówienie, dlatego powstanie "Europa Bistro" było naturalną konsekwencją tego faktu. Moją odwieczną przypadłością jest chroniczna nieumiejętność przebywania zbyt długo w jednym miejscu. Jeśli co najmniej raz na kilka tygodni choć na moment nie zmienię widoku za oknem, "dostaję wysypki". Sądzę, że stoi za tym jakiś quasi-narkotyczny głód – nowych miejsc, nowych ludzi i nowych wrażeń.

Could create table version :No database selected