JAK ZOSTAŁAM POKONANA PRZEZ MOHEROWE KLIFY

Wybiegamy z autobusu. Mimo że pogoda wydawała się przez okno fatalna, to po wyjściu okazała się być o wiele gorsza. Mój plastikowy płaszczyk przeciwdeszczowy stał się w tym momencie niezłym żartem, wiatr zamienił go w szaloną płachtę i po dwóch minutach spodnie i gruby sweter były mokre. Momentami pewnie wyglądałam jak kwiat gigant, ja byłam łodygą, a płaszcz zamieniał się w wielki kielich. Środek lata – pomyślałam z przekąsem – trzeba było ubrać japonki i koszukę na ramiączkach, byłby mniejszy problem.

Zobacz post JAK ZOSTAŁAM POKONANA PRZEZ MOHEROWE KLIFY na blogu autora
Udostępnij

O autorze