Iriomote (西表島) – w japońskiej dżungli, cz. 3

Niektóre opowieści za nic w świecie nie chcą się skończyć. Zamykasz książkę, starasz się o niej zapomnieć, a ona uparcie wraca, jakby się na ciebie uwzięła. Kilka grudniowych dni na wyspie Iriomote wwierciło się w moją pamięć, męczą, przypominają o sobie. Pożegnajmy się z nimi, wyjdźmy z dżungli i pomachajmy im, jak zachodzącemu nad morzem słońcu.

Najpierw przypomniała mi się dżungla. Gdzieś we śnie powróciły nieznajome dźwięki, nad ranem patrzyłam na prawie niewidoczne już siniaki, które krwawą mozaiką oplotły moją łydkę po błotnym zjeździe nad rzeką Urauchi. Uświadomiłam sobie, że przecież Iriomote to tylko (a może aż?) w 90% dżungla. Nie zapominajmy jednak o pozostałych 10! Dajmy dojść do głosu mniejszości.

Zobacz post Iriomote (西表島) – w japońskiej dżungli, cz. 3 na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Niepoprawna podróżoholiczka, studentka japonistyki, mol książkowy. W wolnych chwilach ćwiczę jogę, spaceruję bez celu, spędzam godziny w antykwariatach i gotuję wegańskie smakołyki.