Iran na rowerze

Odkrywam na irańskiej pustyni zapomniane twierdze.

Muhammad zrównał pęd swojego białego fiata z moim bambusowym rowerem. Przystanęłam tylko dlatego, że obok niego siedziała kobieta. Przystałam na propozycje spotkania, tylko dlatego, że nie zaprosił mnie na obiad, ale do twierdzy.
– Twierdza jest po drodze – przekonywał. – W Khorrme Dasht, cztery kilometry stad. Możesz jechać za mną.
Za samochodem już raz jechałam. W Teheranie. Oczywiście zgubiłam go na pierwszym zakręcie, a że nie znałam adresu, pod którym mieszkałam, nie miałam mapy ani, wyjątkowo tego dnia, telefonu, znalezienie się potrwało ładnych kilka godzin. Tym razem droga miała być prosta, ale i tak – za kierowcą więcej nie jadę.

Komitet powitalny

Bez problemu znalazłam wioskę. Ledwo wjechałam, omal nie rozjechał mnie samochód prowadzony przez dwóch dziesięciolatków. Super. Co jeszcze mnie tu czeka? Dzieciaki na mój widok wyskoczyły z samochodu i zamarły.
– Gdzie jest twierdza? – Pytanie zadziało jak pocałunek na śpiąca królewnę. Zaczęły prowadzić mnie przez wioskę. Im dłużej szliśmy, tym nasza grupa rosła w sile. Pod bramą nasz skład liczył sobie ponad 10 osób.
Za chwilę dołączył do nas pierwszy dorosły człowiek.

Dla naszych dzieci

– Tego typu budowle zazwyczaj miały cztery baszty. Ta ma piec – zaczął mi tłumaczyć otwierając bramę. – A tak w ogóle nazywam się Muhammad Hasan i odnawiam twierdze.
– A ja nazywam się Muhammad Husain – bezszelestnie dołączył do nas człowiek, którego poznałam przed chwilą na drodze. – Jestem jego bratem i pomagam w odbudowie. Kilka dni temu mieszanką gliny i słomy pokryliśmy nasz kawałek muru. Dzięki temu ta cześć wygląda jak za czasów świetności.
Muhammad Hasan jest inżynierem i pracuje w pobliskim Naime. Muhammad Husajn mieszka i pracuje 100 km stąd, w Isfahanie. Do Khorram Dasht przyjeżdżają tylko w dni świąteczne i wtedy remontują twierdzę.
– Dlaczego podjęliście się tego zadania?

Zobacz post Iran na rowerze na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Jestem włóczykijem. Jeśli ruszam w świat, to bez planu i przed siebie. Właśnie szykuje się do nowej wyprawy na bambusowym rowerze. Sama go robię;)