Hiszpania jest dyskryminowana

Pamiętam, jak podczas jednego z wykładów w ramach kursu pedagogicznego na studiach pani psycholog opowiadała o obliczach dyskryminacji. Wariant dyskryminacji pozytywnej od samego początku wydawał mi się czymś zupełnie niemożliwym. Już sama nazwa tego pojęcia brzmiała jak nonsensowna zbitka dwóch wzajemnie sprzecznych wyrazów. Przykład powszechnej wśród ludzi postawy wobec krajów takich jak Hiszpania dowodzi jednak, że jak najbardziej coś jest na rzeczy.
Wobec Hiszpanii jesteśmy wysoce niesprawiedliwi. Całe masy ludzi kochają ten kraj miłością natychmiastową i skorą do przymykania oka na wszelkie mankamenty. Wystarczy nam zaznać nieco tutejszego słońca, zanurzyć się w śródziemnomorskich falach, nacieszyć oko malowniczo pofałdowanym iberyjskim krajobrazem czy wybrać się na spacer wzdłuż świetlistobiałych andaluzyjskich kamienic, by kompletnie stracić głowę.
Nawet na tym blogu niejednokrotnie deklarowałem już swoją „hiszpanofilię”, więc stanowczo nadeszła pora na jakąś istotną zmianę. Spróbuję więc wcielić się w niewdzięczną rolę advocatus diaboli, by wbrew silnemu odruchowi pozytywnej dyskryminacji przyjrzeć się tym zjawiskom, które w Hiszpanii mogą nas niemiłosiernie drażnić.
Zobacz post Hiszpania jest dyskryminowana na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Pisanie zazwyczaj przychodzi mi łatwiej niż mówienie, dlatego powstanie "Europa Bistro" było naturalną konsekwencją tego faktu. Moją odwieczną przypadłością jest chroniczna nieumiejętność przebywania zbyt długo w jednym miejscu. Jeśli co najmniej raz na kilka tygodni choć na moment nie zmienię widoku za oknem, "dostaję wysypki". Sądzę, że stoi za tym jakiś quasi-narkotyczny głód – nowych miejsc, nowych ludzi i nowych wrażeń.