Lekcja historii w Atenach

W celu cięcia kosztów postanowiliśmy, że w Atenach spróbujemy znaleźć jakiś nocleg na couchsurfingu. Ze wstępnego wyszukiwania wyszło, że zdecydowana większość gospodarzy jest Turkami, a prawdziwego Greka  ze świecą szukać. Kiedy w końcu znalazłam jakiegoś brodatego Leonidasa, żywcem wyjętego z legend i hollywoodzkich produkcji o potędze Spartan, okazało się, że profil swój okrasza wspaniałym „sorry guys, I host only females”. Jako że co najmniej połowa naszego czteroosobowego zespołu nie kwalifikuje się jako samice, rezygnujemy. I faktycznie, każda jedna  osoba, która pozostawiła opinię na profilu Leonidasa to kobieta, w bardzo dużej części – Polki. Szkoda, cóż mogłoby być bardziej greckiego niż spanie pod jednym dachem z królem Sparty.

W ogóle Grecy mają o tyle fajnie, że ich dzieci mogą dziś nosić piękne imiona greckich bogów, co na pewno doskonale wpływa na poziom ich samooceny. Zupełnie co innego niż amerykańskie imiona, które (cytując Bruce’a Willisa w Pulp Fiction) gówno znaczą. Jednym z takich szczęściarzy jest noszący imię boga wina Dionisios Sturis, nasz rodzimy dziennikarz posiadający polsko-greckie korzenie, autor „Gorzkich pomarańczy”, książki o Grekach, którą miałam przyjemność przeczytać przed wyjazdem do Aten.

Szczególnie zapadł mi z niej w pamięć fragment książki opowiadający o wizmie.

„Wizma to ktoś kto ma kontakty i możliwości, dojścia i układy. W pierwszej kolejności dba o swoich najbliższych, o to, by jego własne dzieci nie zostały na lodzie, dopiero później zajmuje się obietnicami sprzed lat. Im ważniejszy wizma, tym więcej może obiecać” (D. Sturis – Gorzkie pomarańcze, Wydawnictwo: W.A.B.)

Z książkowego opisu wynika, że Grecja jest dość głęboko zanurzona w systemie, który można porównać do modelu operacyjnego PSL’u. Dionisios Sturis przytacza historię chłopaka który rozpoczął studia na wydziale biologii ponieważ jego ojciec ustalił z wizmą, że po ich ukończeniu otrzyma pracę nauczyciela w szkole, stanowisko zostanie dla niego zaklepane – a wszystko zostało ustalone kilka lat wcześniej nad butelką ouzo. W Grecji ponoć wszystko załatwia się po znajomości, wszechobecny jest nepotyzm i owe fakelaki – czyli „koperty” – które otwierają ci drzwi do lekarza i urzędu. Nauczycielka greckiego Margerita w ciągu 3 dniowego pobytu w szpitalu w czasie porodu wręczała fakelaki sześć razy, w sumie siedemset euro.

Biorąc to pod uwagę trudno uwierzyć, że przed wiekami dzisiejsza stolica Grecji była miejscem gdzie narodzić się miała demokracja. Ba, to właśnie tu jeszcze w starożytności stworzono specjalny system obrony przed jednostkami, których działania zmierzały do zagarnięcia władzy, czyli sąd skorupkowy. Sąd odbywał się co roku i w czasie spotkania mieszkańców każdy mógł wydrapać na swojej skorupce (czyli ostrakonie – stąd ostracyzm) nazwisko polityka, którego uważał za zagrożenie dla demokracji. Do głosowania dochodziło na miejskiej agorze. W Muzeum Agory w Atenach można dziś podziwiać odnalezione w ruinach agory pozostałości takich głosowań…

Zobacz post Lekcja historii w Atenach na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Prawnik bez togi. W wolnych chwilach wlepiam wzrok w mapę i planuje nasze weekendowe wyjazdy. Poza tym tańczę salsę, jeżdżę na rowerze, tworzę quizy. Nie odmówię również wina. Nie nadaje się na ornitologa, bo łatwo wybucham głośnym śmiechem. Autor www.zdalaodbiura.pl