Genzebe Dibaba

Genzebe Dibaba

Niezbyt to był dobry sen. W zasadzie tylko czuwanie. Zimno na zmianę z ciepłem. Pod głową twardy wałek służący za poduszkę. Wyczekuję podświadomie na budzik. Dzwoni. 6.20. Zbieram się i punktualnie o 7.00 wychodzę na ulicę szukać taksówki. Nie widzę jednak żadnej. Są tylko tuktuki, zwane tu badża albo jakoś podobnie. Nimi na lotnisko nie dojadę. Jestem już bez Michała. Michał zostaje jeszcze na tydzień w Etiopii. W sumie fajnie, że podróżowaliśmy we dwóch. Było raźniej.

Zobacz post Genzebe Dibaba na blogu autora
Udostępnij

O autorze