Fruit packing, czyli australijskie nektarynki same się nie zapakują

Wspominaliśmy już w poprzednim poście, że awansowaliśmy w nektarynkowej hierarchii i już nie zbieramy owoców tylko je pakujemy. Ale jak do tego doszło?! Od samego początku nie chcieliśmy pracować na słońcu i dostawać cotygodniowej wypłaty w gotówce do ręki, tzw. ‚cash in hand’. Szukaliśmy miejsca, gdzie nas legalnie zatrudnią ze wszystkimi przywilejami, które się z tym wiążą (pensja przelewana na konto, możliwość odzyskania podatku i dodatkowo konto ‚Superannuation’, na którym ląduje 9,5% naszych zarobków, które odbieramy przy wylocie z Australii). Po powrocie z nektarynko-brania codziennie dzwoniliśmy do Pana z agencji rządowej MADEC, który znalazł nam tę pracę, błagając o kontakt do ‚shedu’ (hala, gdzie pakowane są owoce). Cały proces trwał około 10 dni i Pan zmęczony już naszymi telefonami ugiął się i dał nam namiar do właściciela hali. Po jednym telefonie byliśmy już umówieni na dzień próbny, który jakoś przetrwaliśmy i od tej pory dzielnie dzień w dzień harujemy.

Jak wygląda przeciętny dzień pakowaczy nektarynek?

Bardzo prosty schemat! :) Pobudka 5:30, szybkie śniadanie i kawa, która ratuje życie! 6:30 ruszamy z kempingu, aby o 7:30 zacząć pracę. Jeszcze miesiąc temu, w szczycie sezonu, zaczynaliśmy o 6:30, ale na szczęście te koszmarne dni już za nami! ;) Po około 2,5-3h pracy 30 min przerwy na jedzenie i potem kolejny cykl 2,5-3h pracy i przerwa 30min i jeszcze kolejne 3h i już do domu. Czyli podsumowując, pracujemy codziennie około 9-10h, ale łącznie z przerwami, w pracy spędzamy 11-12h. Oczywiście bywają krótsze dni kiedy kończymy o 14:00, bo nie ma tylu zamówień albo poprzednie dni były za gorące lub ulewne, a wtedy nie można zbierać, więc też nie bardzo jest co pakować. :) W drodze na kemping szybkie zakupy w sklepie, potem prysznic i gotowanie, jedzenie i przygotowywanie ‚lunch box’ów’, aby jakoś przeżyć kolejny dzień i lecimy spać. I tak dzień w dzień! Mamy prawo do jednego wolnego dnia w tygodniu.

IMG_5984

A gdzie mieszkamy?

Wynajmujemy mały blaszany pokój w takim szeregowcu na kempingu 4km od miasta. Nic specjalnego, ale jest klimatyzacja i telewizor, więc można odreagować codzienny upał i śledzić Australian Open :) To właśnie tutaj, przy otwartych drzwiach (inaczej nie ma zasięgu) powstają dla Was posty i wpisy na bloga i fanpage’a. :)

IMG_5993

Póki co, nie mamy samochodu więc odległość od miasta nie ułatwiała codziennych zakupów. Na samym początku dzielnie chodziliśmy z plecakami i siatkami w pełnym słońcu, ale nagle spadł nam z nieba nasz znajomy Anglik – Jakob, który po pewnym czasie dostał pracę tam, gdzie my i w tym momencie nasze życie nabrało trochę kolorów :)

Co nas zaskoczyło?

Zdecydowana większość pracowników to osoby z Korei, Indii, Chin, Malezji. Tym, którym skończyły się już australijskie wizy pozostaje praca w polu. Natomiast Ci, którzy mają wizy pracownicze mają szansę na legalną pracę w ‚shedzie’.

IMG_5994

Reszta to ‚backpackersi’ głównie z Niemiec i Francji, bo te kraje nie mają limitu wiz w przeciwieństwie do Polski (u nas coroczny limit wynosi 200 wiz). Ze wszystkich naszych codziennych przerw płacą nam tylko za 15mi!. Gdy maszyna się psuje, a dzieje się to dość często, wszyscy czekają tak długo jak trzeba (czasem nawet 2h), aż zostanie naprawiona i zaczynamy pracę jakby nigdy nic. Oczywiście 2h czekania są bezpłatne!!!

IMG_5982

Temperatura na hali momentami sięga 35 stopni, a my nadal pracujemy… Cały pobyt tutaj dał nam wiele do myślenia i bardzo doceniamy nasze ukończone studia i dyplom lekarzy weterynarii ;) Naprawdę nie wyobrażamy sobie takiej pracy na dłuższą metę…

Na czym dokładnie polega nasza praca?

Hala jest ogromna – jedna z pięciu największych w Australii. Znajduje się w niej 26 taśm, przy których dziewczyny pakują owoce (czasem nawet 2-3 osoby przy jednej taśmie), gdyż prędkość maszyny podczas pakowania owoców do pustych pudełek to 110 owoców na minutę, a gdy pakujemy je do pudełek z wkładkami to 60 owoców na minutę!!!

IMG_5980

Powiem Wam tylko tyle, że to naprawdę bardzo szybko! :) Z kolei zadaniem chłopców jest noszenie już zapakowanych przez dziewczyny pudełek i układanie ich starannie na paletach. Każde pudełko waży ponad 10kg, a mają obowiązek noszenia minimum dwóch, więc ich praca jest naprawdę bardzo wymagająca i co i rusz któryś skarży się na ból pleców bądź bierze dzień wolny, aby zregenerować siły. Momentami maszyna jest tak szybka, że aby nadążyć muszą wręcz biegać z tymi pudełkami! I tak 10 godzin dziennie :( Rotacja chłopaków jest bardzo intensywna, na szczęście Antek się jakoś trzyma :)

IMG_5995

A co pakujemy?

Przede wszystkim białe brzoskwinie i nektarynki, ale także morele i śliwki. To właśnie tutaj mieliśmy okazję skosztować najlepszych nektarynek, moreli i śliwek! Takie owoce prosto z drzewa smakują jednak inaczej! A może to ból, pot i cierpienie nadają im głębi smaku :) Niektóre z rodzajów, które pakujemy to: Autumn Snow, Snow Giant Snow Fire (białe brzoskwinie), Sierra Pearl i Majestic Pearl (białe nektarynki).

IMG_5988

Jakie panują zasady na hali?

Zdrowie i bezpieczeństwo:

  • zabrania się korzystania z telefonów komórkowych ani słuchania muzyki na słuchawkach – musisz słyszeć, co się dzieje wokół Ciebie
  • zabrania się posiadania szklanych przedmiotów na obszarze hali
  • dozwolone są tylko i wyłącznie plastikowe butelki z napojami
  • zabrania się wykonywania jakichkolwiek czynności pod wpływem alkoholu bądź narkotyków
  • ktokolwiek, kto przyjdzie do pracy będąc pod wpływem alkoholu bądź narkotyków zostanie wyrzucony z pracy bez ostrzeżenia
  • w razie wypadku/niebezpieczeństwa pociągnąć za czerwony kabel biegnący wzdłuż maszyny przy każdym stanowisku – spowoduje to natychmiastowe zatrzymanie maszyny
  • zawsze uważaj na przejeżdżające wózki widłowe
  • zawsze miej na sobie żółtą, odblaskową kamizelkę
  • dozwolone jest tylko zakryte obuwie podczas pracy na hali
  • zabrania się jakiejkolwiek biżuterii oprócz płaskiej obrączki ślubnej (zarówno pierścionki jak i bransoletki ranią owoce, mogą również wpaść do pudełka z owocami)
  • należy mieć zawsze związane włosy

Bezpieczeństwo żywności:

  • jeśli masz jakiekolwiek skaleczenie lub otwartą ranę musisz zgłosić to do osoby nadzorującej, która da Ci niebieski, wodoodporny plaster
  • nie możesz pracować jeśli jesteś chora/y (problemy gastryczne, grypa)
  • każdy owoc, który upadł na ziemię należy wyrzucić do kosza (nie nadaje się do pakowania ani sprzedaży)
  • zabronione jest jedzenie owoców podczas pracy/pakowania

Higiena osobista:

  • zawsze myj i dezynfekuj ręce przed dotykaniem owoców podczas ich pakowania
  • dozwolone są tylko krótkie, czyste, niepomalowane paznokcie

Kim są właściciele hali?!

Oczywiście nie możemy podać nazwy hali, na której pracujemy, ale właścicielem zarówno farmy jak i hali jest pewna rodzina… Mają 240,000 drzew (250Ha). Uprawiają białe i żółte brzoskwinie i nektarynki, morele i śliwki w regionie Swan Hill. Są największymi uprawcami tego rodzaju owoców w Australii i mają jedną z pięciu największych hal do ich pakowania!

IMG_5985

Statystyki na rok 2015:

  • w szczycie sezonu 300 osób zbiera i pakuje owoce
  • podczas sezonu produkuje się ponad 3,000 ton owoców (brzoskwiń, nektarynek, moreli i śliwek) na rynek australijski i zagraniczny
  • owoce sprzedawane są do: Australii, Hong Kongu, Chin, Singapuru, Tajwanu, Indonezji, Wietnamu, Malezji, Włoch, Francji, Rosji, Anglii, Dubaju, Omanu, Fiji i Indii

Podsumowując, praca nie należy do lekkiej ani przyjemnej, ale zdecydowaliśmy się poświęcić nektarynkom przez jakiś czas, co umożliwi nam potem kupno wymarzonego samochodu i wyruszenie w trasę po Australii, a może i poza jej granice :) Myślimy więc, że cały wysiłek będzie tego warty! A, i nie zapominajcie o myciu warzyw i owoców przed jedzeniem, bo nie zdajecie sobie nawet sprawy, ile osób je wcześniej dotykało !!! (Nam praca w ‚shedzie’ otworzyła oczy.) A podczas jedzenia myślcie o ‚backpackersach’, którzy je dla Was zebrali!

Smacznego i nie ma za co! ;)

IMG_5990

Zobacz post Fruit packing, czyli australijskie nektarynki same się nie zapakują na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Jesteśmy parą lekarzy weterynarii, która nie może usiedzieć w miejscu, a po tym jak się poznaliśmy jeszcze dodatkowo połączyliśmy siły i zaczęliśmy wspólnie marzyć. Dzięki temu w ciągu 1,5 roku byliśmy już w Londynie, Nowym Jorku, Pradze, Monachium, Nowej Zelandii, Maroko i na Cyprze. Teraz ruszamy w podróż, o której myśleliśmy i marzyliśmy wspólnie od dawna. Australia - kraj dziki, niebezpieczny, mało poznany. Ale właśnie to lubimy. Miejsca nieturystyczne, w których możemy oderwać się od codziennego pędu, niedoczasu i żyć, myśleć, zwiedzać, odkrywać, poznawać nowych ludzi, marzyć i planować dalsze wyprawy. Postanowiliśmy założyć tego bloga z myślą o rodzinie i przyjaciołach, ale także o osobach, które kochają podróże. Ruszamy na podbój Australii i okolic i przeznaczamy na to rok! Zobaczcie sami, gdzie nas wywiało!