Filipiny: co jeszcze robiliśmy na Panglao

Co jeszcze robiliśmy na Panglao? Delektowaliśmy się przyrodą, zachodami słońca (jak nie padało), wodą z kokosa albo owocami mango.

Wyspa Panglao jest dość gęsto zaludniona a przy tym przyjeżdża tu sporo turystów. Ale jest miejsce gdzie dociera niewielu. Trycykl wiezie nas na cypel w północno-zachodniej części wyspy. Kierowca nazywa to miejsce Doljo Beach. Zatrzymujemy się na końcu drogi (już gruntowej). Dalej idziemy ścieżką przez krzaki. Po chwili widzę płytką zatoczkę otoczoną z jednej strony przez drzewa mangrowe. Kawałek dalej jest już otwarte morze. Słychać tylko szum oceanu. Miłośnicy plażowania raczej zadowoleni nie będą – w tym miejscu brzeg jest skalisty. Spędzamy tu trochę czasu delektując się widokami.

Właściwie to jechaliśmy na Wchite Beach. Trycyklem oczywiście. Już byliśmy blisko, kierowca skręcił w boczną gruntową drogę, lecz okazało się że dojazd do plaży jest zamknięty. Pyta czy chcemy dojść pieszo, to około 200 metrów. Pewnie że chcemy, czemu nie. W tym momencie pojawia się pan w mundurze (security?) i mówi że nie można. Trwały prace przy wycince drzew (palm?). Pojechaliśmy na pobliską Dumaluan Beach. Właściwie te plaże się łączą, tylko że na Dumaluan wstęp jest płatny. Plaża jest piaszczysta a ludzi niewielu. Na tym odcinku wzdłuż wybrzeża wybudowano luksusowe resorty, nie ma tu restauracyjek, kawiarni. Postanawiamy iść plażą w kierunku Alona. Nie wiem jak daleko zajdziemy. W oddali widzę granatowe chmury. Po chwili zaczyna padać więc ubieramy nasze foliowe okrycia. W oddali widzę ogrodzenie i krzaki. Dalej się nie da, ale można odbić w głąb lądu. Właściwie to mnie cieszy spacer w deszczu nie wiadomo dokąd.  Niestety, uszliśmy ze 100 metrów i zaczęły się zabudowania, a pierwszy napotkany tubylec woła nas pod zadaszenie i dzwoni po trycykla. Koniec spaceru.

Spektakl światła i kolorów w czasie zachodzącego słońca to bardzo przyjemny moment. Najładniejszy oglądaliśmy w ostatni wieczór. Wcześniej różnie bywało – deszcz, duże zachmurzenie.

Zobacz post Filipiny: co jeszcze robiliśmy na Panglao na blogu autora
Udostępnij

O autorze