Festiwal Wegetariański

Na ulicach miasto powoli budzi się do życia, ale w świątyni Ban Tha Rue mimo, że jeszcze przed wschodem słońca panuje poruszenie. Na głównym placu lektyki wraz postaciami bogów, skrzętnie przymocowanych do wielkich krzeseł poprzedniego wieczora, leżą jeszcze nieporuszone. Wierni palą kadzidła przy postaciach bóstw, ktoś rytmicznie wali w bęben. Nagle poruszenie staje się coraz większe, ktoś przepycha się, wydając z siebie nieludzkie dźwięki, pcha się w stronę głównego ołtarza. To pierwszy, dzisiejszego poranka, Ma-song. W ślad za nim podążają kolejni mężczyźni, jako, że dziś procesję organizuje świątynia Ban Tha Rue, słynąca z konserwatyzmu, który nie dopuszcza kobiet do zaszczytu bycia medium. Od tego momentu wszystko dzieję się bardzo szybko i spontanicznie, na placu świątynnym tłoczy się coraz więcej ludzi, na krzesłach Ma-song poddawani są zabiegom przekłuwania, nakłuwania, nacinania. Inni, już także w transie, rytmicznie poruszając głowami, przestępując z nogi na nogę, krążą wokół czekając na swoją kolej. Nie słychać krzyków, nie widać grymasów bólu na twarzach Słychać za to coraz głośniejszą muzykę, bicie bębna też jakby przyśpieszyło, huk petard zagłusza jednak, co jakiś czas, całą resztę, dając tym samym sygnał, iż pierwsi bogowie w lektykach opuszczają świątynię. Zaczyna się procesja.

Zobacz post Festiwal Wegetariański na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Podróżowanie to dla każdego coś innego i wcale nie musi być związane z dalekimi wyjazdami. Dla mnie w tym momencie to styl życia i praca, ciągłe odkrywanie i poznawanie, próba zrozumienia otaczającej rzeczywistości, ale także zwyczajne przyjemności jak sport, książki, fotografia czy degustacja smaków.