Ekwador: zima w Andach, Otavalo i Baños

Ekwador przywitał mnie ciężką ulewą, zimnym prysznicem i prohibicją.
Kiedy przekraczałam granicę w Ipiales rano, nie sądziłam, że jeszcze tego samego dnia będą mnie gonić po parku Indianie z wiadrami lodowatej wody. Okazuje się, że w ten sposób się tutaj świętuje ostatki: obrzucając się nawzajem kolorowym syfem, pryskając pianą i wlewając bez litości zimną wodę za kołnierz, co jest średnio sympatyczne przy tym natężeniu andyjskich wiatrów. I nie można się nawet rozgrzać odrobiną aguardiente, bo w niedzielę i święta w Ekwadorze obowiązuje absolutny zakaz sprzedaży wszelkich trunków poza piwem (na które i tak nie mam ochoty przy tej temperaturze). Pozostawało kupić sobie duży, fioletowy szal z alpaki i usiąść koło pieca, popijając mate. [czytaj dalej]

Zobacz post Ekwador: zima w Andach, Otavalo i Baños na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Mam 29 lat i problemy z usiedzeniem na dupie. Skończyłam arabistykę w Hiszpanii i stosunki międzynarodowe w Austrii, po czym mieszkałam jeszcze w Maroku, w Belgii, w Austrii, w Polsce, w Indiach oraz w Egipcie. Podróżuję zasadniczo bezustannie i bez wyraźnego celu, poza takim, żeby po prostu być gdzie indziej. Właśnie jadę z Meksyku jak najdalej na południe w towarzystwie plecaka, namiotu i laptopa.