Edinburgh Grey

Powiedzieć o Edynburgu, że jest szary to stanowczo za mało. On jest szarością samą w sobie. Szarością, która zyskała już oficjalną nazwę – Edinburgh Grey (wym. edynbra grej). W wielu sklepach dostać dziś można tkaniny, a nawet płyty podłogowe w tym kolorze. I choć brzmieć to może niewiarygodnie, stolicy Szkocji jest w tej szarości naprawdę do twarzy.

Celowo zapisałem nazwę miasta fonetycznie, by podkreślić, że rodowitym Szkotom nie przejdzie przez gardło żadne „Edynbroł” czy „Edynboroł”, lecz właśnie „Edynbra” (z akcentem na pierwszą sylabę i dość mięsistym, zdecydowanie nieangielskim „r” pośrodku), co stanowi jeden z wielu przejawów tego, że Szkoci lubią podkreślać swoją odrębność wobec reszty Zjednoczonego Królestwa. W pierwszym rzędzie skupmy się jednak na tym, co wspólne.

Bez wątpienia wspólny jest klimat. Mówi się czasem złośliwie, że prognoza pogody w tym rejonie świata sprowadza się do prostej zasady: Jeśli na horyzoncie nie widać gór, to znaczy, że właśnie pada deszcz. Jeśli widać – to lada moment zacznie padać… Choć o prawdziwości tych słów przekonałem się niejednokrotnie na własnej skórze, większość zdjęć, jakimi dysponuję, pstryknąłem w słoneczne dni, więc z góry uprzedzam, że obraz Edynburga w moim obiektywie jest co nieco zafałszowany.

Z innymi wielkimi brytyjskimi miastami bez wątpienia łączy Edynburg również charakterystyczny nadmiar bodźców, jakich dostarczają tłumy ludzi przelewających się stanowczo zbyt wąskimi chodnikami. Nie jest to na szczęście jeszcze londyńska „wojna na łokcie” z przechodniami, choć momentami doprawdy niewiele brakuje. Przejdźmy więc na drugą stronę ulicy w nadziei na trochę więcej luzu. Przekraczając jezdnię, po raz kolejny zadziwiają mnie wymalowane na brytyjskich drogach biało-żółto-czerwone znaki poziome, które przywołują na myśl pstrokate szlaczki i zygzaki, sprawiające wrażenie, że nad ich rozmieszczeniem czuwało pięcioletnie dziecko. Przyznać muszę, że ulice w centrum Edynburga stanowią mieszankę, która dość wdzięcznie prezentuje się w obiektywie, jednak konieczność funkcjonowania w morzu dźwięków, barw i przypadkowych szturchnięć potrafi być niesamowicie męcząca…

Zobacz post Edinburgh Grey na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Pisanie zazwyczaj przychodzi mi łatwiej niż mówienie, dlatego powstanie "Europa Bistro" było naturalną konsekwencją tego faktu. Moją odwieczną przypadłością jest chroniczna nieumiejętność przebywania zbyt długo w jednym miejscu. Jeśli co najmniej raz na kilka tygodni choć na moment nie zmienię widoku za oknem, "dostaję wysypki". Sądzę, że stoi za tym jakiś quasi-narkotyczny głód – nowych miejsc, nowych ludzi i nowych wrażeń.