Dziennik kurdyjski – Trzy dni w irańskim Kurdystanie

Sumiasty wąs. Pumpiaste spodnie, szal na wysokości pasa, skórzane kurtki, ręce skrzyżowane i to butne, twarde spojrzenie. Oho, Kurdowie. Wjechaliśmy do irańskiego Kurdystanu. Spoglądają spode łba, gdy ich mijamy na postoju taksówek, ale wystarczy się na moment zatrzymać, by za twardym uściskiem ręki przyszedł promienny uśmiech, żywe zainteresowanie i tuzin serdecznych gestów.

8.12

Wdzięczność. Ale też duży niesmak. No i konsternacja. To w głowie. A na zewnątrz zimny wiatr hula w pysk od dobrych kilku godzin. Jedziemy niemrawo z pochylonymi głowami. Nad nami szara powłoka grubych chmur. Droga prosta, nieco nudnawa, więc rozmyślamy o tym, co się właściwie wczoraj zdarzyło. Bo wczorajszy dzień wbił mi w głowę gwoździa, którego teraz próbuję wyciągnąć i poukładać sobie kilka spraw. Tak to bywa, gdy niepełny, szczątkowy zasadniczo, obraz Kurdów w mojej głowie został rozbity po zaledwie dwóch interakcjach. Dwóch.

Zobacz post Dziennik kurdyjski – Trzy dni w irańskim Kurdystanie na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Could create table version :No database selected