Dzień na Jeziorze Inle

Jezioro Inle najlepiej zwiedzać łodzią. Podróż zaczyna się jeszcze przed świtem, żeby z jeziora obejrzeć wschód słońca albo kończy wieczorem, aby podziwiać zachód.

Przez pierwszą godzinę jest spokojnie. Płyniemy po szerokim jeziorze, leniwie wpatrujemy się w szczyty gór na horyzoncie. Od czasu do czasu mijamy jakichś rybaków.

Zaczyna się od takich „podstawionych” – z dużymi, ładnymi koszami pozują do zdjęć, dla zwiększenia efektu kosze podtrzymują nogą. Kierowca naszej łodzi doskonale wie co chcą zobaczyć turyści i zwalnia za każdym razem, kiedy widzi, że wyjmujemy aparaty.

Kawałek dalej przepływamy obok prawdziwych rybaków. Są dla nas niemniej atrakcyjni – co prawda ich kosze do połowu ryb nie robią takiego wrażenia, ale zachwyca nas ich autentyczność. I bądźmy szczerzy, to, że zajęci rozplątywaniem sieci, wiosło podtrzymują nogą. Bardzo fotogeniczne te ich akrobacje.

W końcu skręcamy w prawo. Po obu stronach wąskiego kanału rozciągają się pływające ogrody. Na wodzie unoszą się grządki roślin, w niektórych miejscach podtrzymywane przez długie tyczki, w innych osłonięte folią. Do niektórych łodziami podpływają miejscowi ogrodnicy. Codziennie pielęgnują rośliny, a plony sprzedają na lokalnym targu.

Pierwszą wioską, do której wpływamy jest Kayla. Bambusowe chaty zbudowane na środku jeziora robią niesamowite wrażenie. Podczas gdy my nie możemy otrząsnąć się z zachwytu, w wiosce toczy się codzienne życie – kobiety robią pranie, mężczyźni remontują łodzie, dzieci bawią się z rówieśnikami, raz po raz machając do kolejnej przepływającej łodzi pełnej turystów.

Nasz kierowca dobija do brzegu i zachęca do odwiedzenia sklepu z pamiątkami. Jeszcze zanim zdążymy wysiąść podpływa do nas łódka miejscowej kobiety, która próbuje sprzedać bransoletki, figurki buddy i drobne przekąski. Ten proceder powtórzy się tego dnia jeszcze wiele razy. Nie chcemy nic kupić, do sklepu też zaglądamy tylko z grzeczności. Płyniemy od wioski do wioski. W niektórych zatrzymujemy się na chwilę, inne tylko mijamy.

Zobacz post Dzień na Jeziorze Inle na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Mam na imię Marta. Dawno temu pomyślałam sobie, że chciałabym zwiedzać świat, ale nie tylko za pomocą kilkudniowych wycieczek, chciałabym pomieszkiwać kilka miesięcy tu, kilka miesięcy tam. A ponieważ marzenia mają tendencję do spełniania się, tak się właśnie dzieje. Do tej pory, poza Polską, zdarzyło mi się pomieszkiwać w Czechach, w Turcji i na Majorce. Co będzie dalej? Wciąż nie wiem.

Could create table version :No database selected