Durian jest jak China (Town). Albo kochasz albo śmierdzi.

Gotowanie po chińsku jest jak czary mary. Bardzo lubię takie restauracje, gdzie można jeść w kuchni przy okazji się czegoś poduczyć, bo cały proces przyrządzania posiłku rozgrywa się jak żywy spektaklu przed oczami widza i jednocześnie konsumenta.

O China Town w Bangkoku, nie tylko o gotowaniu, ale o obyczajach chińskich emigrantów w Tajlandii i smaku Durian a – o tym jest ta nocna opowieść.

Zobacz post Durian jest jak China (Town). Albo kochasz albo śmierdzi. na blogu autora
Udostępnij

O autorze

W sylwestra 2015 roku tuż przed północą kupiłam one way ticket do Indii. Nie miałam sprecyzowanych planów. Jak zwykle chciałam przeżyć przygodę i jak zwykle mi się udało! To nie była moja pierwsza dłuższa wyprawa w pojedynkę. Wierzcie lub nie, ale debiutowałam w wieku 12 lat. Co prawda nie pojechałam wtedy daleko, bo tylko do Francji, ale była to wystarczająco egzotyczna wyprawa jak na tamte czasy i dla dziecka, które dotąd widziało same państwa, których nazwy zaczynały się od "demokratyczna", "socjalistyczna" lub "ludowa". Wtedy postanowiłam, że jak będę duża, to pojadę wszędzie. Do tej pory udało mi się zrealizować to marzenie w 1/4. I oczywiście jadę dalej! :)