Coś dla ciała, coś dla ducha

Do Rishikeshu pojechałam z nadzieją na odetchnięcie od zgiełku, hałasu i spalin – w końcu miasteczko zwane „światową stolicą jogi” powinno służyć relaksowi… Nie doczytałam, że jest to też ważne centrum pielgrzymkowe, co oznacza jedno – tłumy przetaczające się przez wąskie uliczki. Pierwsze wrażenie było więc fatalne i zdawało się nie być od tego ucieczki. Potem odnalazłam tam jednak miejsce idealne i zostałam prawie dwa tygodnie. Na wspomnienie tych knajpek nad Gangesem aż mi ślinka cieknie!

Zobacz post Coś dla ciała, coś dla ducha na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Po dwóch latach w solo podróży po Azji (w tym 4 miesiącach samych Indii) i Nowej Zelandii, w maju 2013 r. zamieszkałam w sercu indonezyjskiej Jawy, Yogyakarcie, gdzie wraz z chłopakiem Jawajczykiem prowadzę hostel i niewielką produkcję słynnej kawy luwak - wyłącznie od dzikich zwierząt.