Cholerne Indie. Kocham je

Tak ze czterdzieści osób. Każda jedna ze smartfonem w ręku i każdy wycelowany w nas. Co za absurdalna sytuacja. Kasi poluzowało się koło, więc zatrzymaliśmy się na poboczu asfaltowej drogi. Nie minęła minuta, gdy kordon mieszkańców wioski otoczył nas na tyle szczelnie, że musieliśmy się przepychać, żeby się z niego wydostać. – Mogę prosić o zdjęcie? – pyta jeden z młodszych Hindusów, ale na odpowiedź nie czeka. Wbija się między nas, gdy my próbujemy docisnąć poluzowany zacisk koła. – Nie, żadnych zdjęć – odbijam do gościa, ale ten w zaparte pozuje do selfie ze swoim gigantycznym telefonem. Irytuję się, rzucam w tłum, że cholera, dajcie luz, nie napierajcie tak, ale to jak grochem o ścianę. Kolejne osoby się do nas tulą i cykają selfie. Gdzieś z tyłu starsza pani w okularach z denkami od słoików wyciąga zza kolorowego sari pięciocalowego samsunga i odpala serię fot. – Zepsuł się? Pomóc Wam? – pyta inny młody Hindus, który zdążył już nas obfotować. – Nie. Damy radę – rzucam, ale gość już przy rowerach, już łapie za koło. – Kasia, dość, spadamy stąd. Kilkaset metrów dalej, gdy chcę w spokoju obejrzeć koło, powtórka z rozrywki.

Zobacz post Cholerne Indie. Kocham je na blogu autora
Udostępnij

O autorze