Chiny na talerzu

Oj, niełatwo zmierzyć się z taką kobyłą, jaką jest chińska kuchnia. Zacznę od tego, że tytuł powinien brzmieć raczej: kuchnia Yunnanu i Syczuanu, bo każda prowincja ma swój własny kulinarny „mikroklimat”, i na wschodzie kraju je się inne potrawy, niż w przejechanych przez nas zachodnich krańcach, w środku pewnie znowu coś innego itd.

Co wiedzieliśmy o kuchni Chin? Że jest ogromnie różnorodna, choć sama potrafiłam przywołać z pamięci kilka potraw: kurczak w sosie słodko-kwaśnym, kaczka po pekińsku, parę innych dań z ryżem, które jadało się na szybko w chińskich knajpach w Polsce. No i grillowane psy, smażone robaki, szczury i wiewiórki, wszak mówi się, że Chińczyk zje wszystko, co się rusza.

Tych, którzy liczyli na ekstremalne doznania muszę rozczarować: nie zjedliśmy ani psa, ani szczura, ani nawet surowego kota. Nuda? Nic z tych rzeczy – chińska kuchnia podbiła nasze serca! Czym najbardziej? Zupą.

Zobacz post Chiny na talerzu na blogu autora
Udostępnij

O autorze

Could create table version :No database selected