Brugia – Miasto w cegle zaklęte

Brugia – Miasto w cegle zaklęte

Brugia na samym początku nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, wręcz odwrotnie. Tłumy ludzi lgnących do głównego placu, niczym muchy wabione zapachem lepu zdecydowanie zadziałały na mnie zniechęcająco. Plac ów jest ładny, tego nie da się mu odmówić, ale ocena go to zupełnie jakby porównywać piersi pewnej znanej polskiej piosenkarki z piersiami babci, jeśli wiecie co mam na myśli. Jeśli nie wiecie, to już spieszę z wyjaśnieniem. Byliśmy zmęczeni, ale to jeszcze nic nie wyjaśnia. Rynek w Brugii z jego dawnej świetności ma właśnie tyle, co wspomniane przeze mnie piersi naszej piosenkarki acz wcale nie przyznam, że chciałbym oglądać piersi babci. (Ta metafora chyba nie zmierza w dobrym kierunku). Tutaj kłębi się w mej głowie pytanie, co tak naprawdę sprowadza te dzikie tłumy właśnie do tego miasta? Czy to czar belfriego? Piwo z którego słynie tysiące innych miast z osobna? Gofry? A może czekolada? Szpilki nie było gdzie wsadzić, dokumentacji zdjęciowej nawet nie próbowałem robić, by nie zostać stratowanym przez tłum.

Zobacz post Brugia – Miasto w cegle zaklęte na blogu autora
Udostępnij

O autorze