Borjomi czyli rzecz o piciu mineralnej zupy

Raz, dwa, trzy – liczę pod nosem –  i zaraz kończy się dwupasmówka szumnie nazywana autostradą, zjeżdżam z nowej drogi wprost między stragany z piramidami z owoców i warzyw a dalej jedzie się już gęsiego. Gruzini oczywiście piłują swoje łady, mercedesy i błyszczące SUV-y w szeregach po 3 auta jak wściekła wataha i wyprzedzają trąbiąc jak oszalali. Ot, kaukaski folklor. Pewnie nie ma się czym chwalić ale uwielbiam tu jeździć a w Polsce nie cierpię.

Kolejnym „pit-stopem” za Gori jest Chaszuri (ხაშური), przez kilka lat (za poprzedniej ery) znane jako Stalini. Jest to jeden wielki ciągnący się wzdłuż drogi ciąg budek kupieckich z hamakami i dmuchanymi kołami ratunkowymi; miasto-rondo, skąd rozchodzą się drogi w kierunku Kutaisi i dalej Morza Czarnego oraz w stronę Małego Kaukazu – granicy z Turcją i Armenią i fascynującego zabytku jakim jest drugie w kraju skalne miasto – Wardzia z XII wieku. Tam właśnie teraz odbijam a po drodze zatrzymam się na mineralną zupę w słynnym uzdrowisku Borjomi.

Zobacz post Borjomi czyli rzecz o piciu mineralnej zupy na blogu autora
Udostępnij

O autorze