Azja Centralna na talerzu

Pomyślicie, że zwariowaliśmy. Że po miesiącach objadania się pad thaiami, sushi, świetnym chińskim żarciem i tofu w sosie chilli, z dzikim entuzjazmem reagujemy na zwykłe ziemniaki. Koperek. Ziemniaki z koperkiem. Bo Azja Centralna to w dużym stopniu smaki, które znamy z własnego podwórka. I tego nam było trzeba!

A zaczęło się nieciekawie. Wjeżdżamy do Kirgistanu gotowi na kulinarną eksplorację kraju, i szybko się rozczarowujemy. Bo po pierwsze – na drodze do Osh, poza jednym miasteczkiem, nie ma żadnych knajp. A jak są, to zamknięte na głucho. W sklepach tylko okropna kiełbasa (ale naprawdę okropna, przysięgam) albo cukierki (też niedobre). Pewnie, tragedii nie ma – jedzenie, choć jest ważnym elementem naszej podróży, to przecież nie jest jej składnikiem kluczowym. Więc nie dramatyzowaliśmy, kiedy kolejny raz gotowaliśmy sobie wieczorem ryż z vegetą. W zasadzie tylko w Osh i w Kazarman (na drodze do Son Kul) mogliśmy popróbować co nieco z kuchni kirgijskiej.

Zobacz post Azja Centralna na talerzu na blogu autora
Udostępnij

O autorze