Aloo gobi, czyli potrawka z kalafiora – przypadek beznadziejny

Indyjska kuchnia jest wizualnie totalnym zaprzeczeniem kolorowej, przeładowanej mniej lub bardziej kiczowatymi formami, stylistyki tego kraju. Jest papką.

 

Najczęściej brązową wpadającą w beż i do tego przaśne placki. W różnych formatach. Jedzenie odbywa się rękami. W połączeniu z papką nie wygląda to zbyt dostojnie. Brązowa breja na palcach zakończonych brudnymi paznokciami. Wkładana do ust. Tylko ja mam takie skojarzenia?

W Indiach żywiłam się głównie kokosami i bananami. Dorywczo papką veg thaili. Dopóki nie odkryłam aloo ghobi. Do tej potrawy namawiał mnie już znajomy Pakistańczyk, ale wtedy poprzestałam na lemoniadzie z solą i sałatce z surowej kapusty z orzeszkami. Kalafior! Co ciekawego może być w kalafiorze? Nie żeby kapusta była jakimś egzotycznym rarum dla kobiety z kraju ziemniaka i kapusty, jednak ten kalafior w brązach i w panierce nie wyglądał jakoś najlepiej, pachniał tak sobie, a było bardzo gorąco i nie chciało mi się jeść niczego, co paruje.

Jednak jak tylko spróbowałam aloo gobi, poczułam, że nie ma mowy o pomyłce, że zaskakująca gama tego smaku wciąga mnie w kalafiorowe wnętrze, a moje kubki smakowe wchodzą w jakiś kosmiczny rezonans zachwytu..a potem…

Zobacz post Aloo gobi, czyli potrawka z kalafiora – przypadek beznadziejny na blogu autora
Udostępnij

O autorze

W sylwestra 2015 roku tuż przed północą kupiłam one way ticket do Indii. Nie miałam sprecyzowanych planów. Jak zwykle chciałam przeżyć przygodę i jak zwykle mi się udało! To nie była moja pierwsza dłuższa wyprawa w pojedynkę. Wierzcie lub nie, ale debiutowałam w wieku 12 lat. Co prawda nie pojechałam wtedy daleko, bo tylko do Francji, ale była to wystarczająco egzotyczna wyprawa jak na tamte czasy i dla dziecka, które dotąd widziało same państwa, których nazwy zaczynały się od "demokratyczna", "socjalistyczna" lub "ludowa". Wtedy postanowiłam, że jak będę duża, to pojadę wszędzie. Do tej pory udało mi się zrealizować to marzenie w 1/4. I oczywiście jadę dalej! :)