Jak wylądowaliśmy w kubańskim więzieniu

To miała być historia o dobrze wykorzystanej okazji w podróży. Bardzo kolorowa, inspirująca, okraszona dużą ilością zdjęć i słońca. Tak to widzieliśmy, kiedy jeszcze w Panamie udało nam się zorganizować na szybko karty turysty, pozwalające zwiedzić Hawanę… (w końcu piekielnie długa przesiadka, odwołany lot itd. – jak tu nie opuścić lotniska?). To co się jednak wydarzyło później, przypomina mieszankę „Procesu” Kafki i realiów  z „Misia” Barei…

>> CZYTAJ DALEJ <<

 

Zobacz post Jak wylądowaliśmy w kubańskim więzieniu na blogu autora
Udostępnij

O autorze