Sri Lanka w obiektywie czteroletniej Kai

Kaja, jako zupełny maluszek, często podpatrywała nas przy pracy. Jeszcze zanim zaczęła mówić – podbiegała do wielkiego aparatu, zamontowanego na statywie i próbowała naciskać co się dało ???? Za każdym razem, kiedy któreś z nas wracało z jakiejś przyrodniczej serii – pędziła tak szybko, że prawie gubiła nóżki, żeby zobaczyć na ekranie efekty naszych łowów. Oczywiście wszystkie zdjęcia chciała koniecznie przeglądać samodzielnie. Tak wyglądały jej pierwsze kroki (a właściwie kroczki) w dziedzinie fotografii przyrodniczej ????

Była coraz sprawniejsza manualnie i z kolejnymi urządzeniami radziła sobie coraz lepiej – więc uznaliśmy, że dobrym prezentem na jej czwarte urodziny będzie pierwszy aparat fotograficzny (tutaj możecie przeczytać o nim nieco więcej). Teraz swój mały, żółty aparat zabiera ze sobą prawie wszędzie. Coraz lepiej sobie z nim radzi, czasami korzysta z naszych rad, ale… o dziwo najlepsze „strzały” jej wychodzą wtedy, kiedy żadne z nas nawet nie zarejestrowało, że coś fotografowała ????

 

ŚMIEJEK, SRI LANKA I S33

 

Nie mogło więc być inaczej i tym razem – na nasz wspólny wyjazd na Sri Lankę, kajkowy aparat musiał być spakowany. Gdzie jak gdzie, ale tutaj okazje same czekają na fotografa – byle tylko dobrze trafił i położył palec na spuście w odpowiednim momencie (proste – nie?^^). Nie zawsze niestety Kaja miała swój sprzęt przy sobie (fotografia to dla niej teraz głównie zabawa, więc „tworzy” kiedy ma ochotę), a do tego część naszych aktywności wymagała dłuższego chodzenia, często także pokonywania większych różnic wysokości w niemałych temperaturach i ciężko by jej było z dodatkowym balastem. Trochę szkoda – bo z pewnością zaskoczyła by nas (może i Was także ???? ) swoim spojrzeniem na kilka miejsc, na które my sami nie mieliśmy specjalnie pomysłu ;).

Jej fotorelacja będzie więc niedługa i skupiona na zaledwie kilku miejscach, ale… myślę, że warta pokazania.

 

SŁONIE POD „OSTRZAŁEM”

 

Jednym z pierwszych miejsc, w jakich wylądowaliśmy na Sri Lance, był Park Narodowy Minneriya. Żyje tu ponad 200 dzikich słoni cejlońskich. Zwróćcie uwagę na ich uszy – są bardzo małe i lekko „postrzępione”, zupełnie inne od znanych nam słoni afrykańskich. Po rezerwacie poruszaliśmy się samochodem terenowym, więc jaki już jakiegoś osobnika (czy osobników) udało się spotkać – można było fotografować w całkiem komfortowych warunkach. My mieliśmy podpięte głównie nasze wielkie działa o długich ogniskowych, a słonie czasami postanowiły się bardzo zbliżyć do samochodu. Wtedy do akcji przystępowała Kaja ze swoim kompaktowym aparatem z szerokokątnym obiektywem.

 

słoń

ZOBACZ CAŁY WPIS I ZDJĘCIA MAŁEJ KAI NA NASZYM BLOGU >>

Zobacz post Sri Lanka w obiektywie czteroletniej Kai na blogu autora
Udostępnij

O autorze